Filmowy Grinch z 2000 roku jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych ról Jima Carreya. Tylko że sam aktor niemal nie wytrzymał przygotowań do zdjęć. Zielona charakteryzacja, sztuczna skóra, długie palce i specjalne soczewki sprawiały mu tak duży dyskomfort, że już na początku pracy chciał zrezygnować. Producent Brian Grazer znalazł osobę, która pomogła mu przetrwać kolejne dni na planie.
Zielona twarz nie była prostą maską
W „Grinch: Świąt nie będzie” Rona Howarda aktor gra zrzędliwego mieszkańca góry nad Ktosiowem. By stworzyć wygląd postaci, nakładano mu wiele elementów charakteryzacji, perukę i zielony kostium wykonany z włosia. Do tego dochodziły ograniczające widoczność soczewki kontaktowe. Proces przygotowania trwał początkowo nawet osiem godzin, a później udało się skrócić go do kilku.
Carrey opowiadał po latach w „The Graham Norton Show”, że po pierwszym dniu był tak przytłoczony, iż nie chciał kontynuować filmu. Nie przeszkadzało mu samo granie, ale konieczność wielogodzinnego pozostawania w niewygodnym kostiumie pomiędzy ujęciami.
Specjalista od ekstremalnego stresu
Grazer sprowadził konsultanta z doświadczeniem w szkoleniu ludzi, którzy muszą radzić sobie z silnym dyskomfortem. W mediach ta historia bywa skracana do hasła, że Carreya „szkoliła CIA”. Sam aktor mówił precyzyjniej o osobie znającej metody wykorzystywane w szkoleniach służb. Nie był to normalny trening kaskaderski ani oficjalny kurs CIA dla hollywoodzkiej obsady.
Carrey wspominał między innymi o próbach odwracania uwagi, zmianie aktywności i słuchaniu ulubionej muzyki. Pomagały mu nagrania zespołu Bee Gees. Nie wszystkie anegdotyczne sposoby radzenia sobie z presją, o których opowiadał, warto naśladować.
Wideo: Jim Carrey opowiada o charakteryzacji do Grincha w oficjalnym archiwum The Graham Norton Show.
Kiedy kostium zaczyna grać razem z aktorem
W efekcie powstała rola, w której mimika Carreya musiała przebijać się przez warstwy protez. W innych produkcjach filmowcy radzili sobie z podobnymi problemami za pomocą efektów komputerowych. Cruella z Emmą Stone wykorzystywała dziesiątki skomplikowanych kostiumów, a Avatar 2 wymagał od aktorów pracy pod wodą.
W Mission: Impossible Tom Cruise skakał prawdziwym motocyklem z urwiska, ale trudność tamtej sceny polegała na zupełnie innym rodzaju przygotowania. U Carreya najważniejszym przeciwnikiem nie był filmowy bohater, lecz sama fizyczna niewygoda zielonego kostiumu. Każdy uśmiech Grincha wymagał od aktora znacznie więcej pracy, niż sugerował gotowy obraz.
Jim Carrey podczas wydarzenia muzycznego w Madrycie w grudniu 2008 roku, zdjęcie ilustracyjne do roli Grincha z 2000 roku. Fot. Noemi Nuñez / Wikimedia Commons, CC BY-SA 2.0.
