Neo widzi nadlatujące pociski, wygina ciało niemal do ziemi, a kamera obiega go dookoła, chociaż czas zdaje się stać w miejscu. Ta scena z „Matrixa” z 1999 roku zmieniła sposób kręcenia filmów akcji. Aby ją nakręcić, ekipa rozstawiła wokół Keanu Reevesa aż 120 aparatów fotograficznych i dwie kamery filmowe. Sam aktor musiał wykonywać skomplikowane ruchy na linach.
120 aparatów, a nie jedna szybka kamera
Efekt nazwany „bullet time” nie polegał na zwykłym spowolnieniu nagrania z jednej kamery. W studiu ustawiono szereg nieruchomych aparatów fotograficznych, które rejestrowały aktora w ściśle określonej kolejności. Pomiędzy zarejestrowanymi kadrami komputer pozwalał odtworzyć pozorny ruch kamery wokół zamrożonej postaci.
Rekord użycia 120 aparatów dokumentuje Guinness World Records. Współtwórcy efektów opowiadali także magazynowi „Wired”, że do materiału dołączono cyfrowe tło i pociski. Nie wszystkie elementy ujęcia znajdowały się zatem fizycznie na planie.
Na dachu było równie trudno jak w studiu
Koordynatorzy kaskaderów wspominali, że Reeves miał wcześniej problemy z szyją. Przy głębokim odchyleniu jego głowa wymagała dodatkowego podparcia w specjalnie przygotowanej uprzęży. Najpierw ćwiczono więc ruch i ustawienie ciała na prawdziwym dachu, a później powtarzano go z aparatami przed zielonym tłem.
Efekt wydaje się prosty dopiero w gotowym filmie. W rzeczywistości trzeba było zsynchronizować ułożenie aktora, liny, oświetlenie i prędkość wykonywania zdjęć.
Filmowi kaskaderzy szybko podchwycili pomysł
Sceny akcji w kinie nadal powstają dzięki podobnemu połączeniu prawdziwego ruchu i technicznych sztuczek. W John Wick 4 wykonanie słynnego upadku po schodach powierzono wyspecjalizowanemu dublerowi, a w Extraction 2 zastosowano ukryte cięcia, by uzyskać wrażenie 21-minutowego ujęcia. Inna technika daje inny rodzaj filmowego napięcia.
Reeves kontynuował później pracę nad wymagającymi fizycznie rolami, nie ograniczając się do ćwiczenia kilku efektownych ruchów. Podobnie Tom Cruise naprawdę skakał motocyklem z urwiska w Mission: Impossible, choć był to zupełnie inny rodzaj wyczynu.
Najbardziej rewolucyjne w „Matriksie” nie było samo spowolnienie czasu. Filmowcy pokazali, że widz może zobaczyć wydarzenie z perspektywy, której żadna zwykła kamera nie byłaby w stanie zarejestrować w jednym ciągłym ujęciu.
Keanu Reeves na premierze Man of Tai Chi w Toronto w 2013 roku, portret ilustracyjny do kulis Matrixa. Fot. GabboT / Wikimedia Commons, CC BY-SA 2.0.
