Prywatne zdjęcia stewardess trafiły do sieci. Tak zaczęła się cała afera
W sieci nagle pojawiła się galeria zdjęć przedstawiających stewardessy nie tylko w służbowych mundurach, lecz także w znacznie swobodniejszych sytuacjach. Fotografie zaczęły błyskawicznie krążyć między portalami, forami i profilami społecznościowymi, a internauci natychmiast zaczęli pytać, skąd pochodzą. Część ujęć wygląda jak zwykłe selfie publikowane dla znajomych, inne sprawiają wrażenie materiałów, których autorki wcale nie chciały pokazywać szerokiej publiczności. Właśnie ta niejasność sprawiła, że historia zaczęła żyć własnym życiem.
Według pojawiających się w internecie relacji zdjęcia mogły zostać skopiowane z prywatnych kont, starych profili albo zamkniętych grup przeznaczonych dla personelu lotniczego. Nie ma jednak potwierdzenia, że wszystkie fotografie pochodzą z jednego wycieku ani że zostały zdobyte w ten sam sposób. Nie przeszkodziło to użytkownikom sieci w tworzeniu kolejnych teorii. Jedni mówią o przejętych kontach, inni o osobie z branży, która miała zebrać zdjęcia i przekazać je dalej.
Największe emocje wywołał kontrast między oficjalnym wizerunkiem załogi a tym, co można zobaczyć poza godzinami pracy. Linie lotnicze wymagają nienagannego stroju, dyscypliny i kontroli nad tym, jak pracownicy prezentują się publicznie. Tymczasem fotografie krążące po sieci pokazują zupełnie inną stronę życia stewardess. Dla jednych to niewinne pamiątki, dla innych materiały mogące naruszać zasady obowiązujące w firmie.
W komentarzach natychmiast pojawiły się sugestie, że niektóre osoby mogły zostać rozpoznane po mundurach, identyfikatorach oraz charakterystycznych wnętrzach samolotów. To właśnie wtedy zaczęto mówić o możliwych konsekwencjach służbowych. Nie wiadomo, czy którakolwiek z kobiet widocznych na zdjęciach rzeczywiście straciła pracę, ale plotka o zwolnieniach sprawiła, że galeria zaczęła zdobywać jeszcze większą popularność.
To dopiero początek tej historii. Na następnej stronie zobaczysz fotografie, po których internauci próbowali ustalać przewoźników i miejsca pracy poszczególnych stewardess. Jeden niewielki detal miał wystarczyć, aby wywołać prawdziwą burzę.
Kliknij „następna strona”, aby zobaczyć dalszą część galerii i kolejny rozdział tej historii.
