Mówiłeś do mnie czułe słowa,
że tylko ja i nikt,
że tylko ja i nikt więcej,
i nagle poprosiłeś,
żeby ci spodnie odprasować,
takim głosem nieśmiałym,
takim głosem chłopięcym.
Prasowałam je resztką siły
w kuchni, a w sercu wzbierał żal
i kiedy już odprasowane były,
tyś spodnie wziął i odszedł,
odszedł, odszedł w siną dal.
[2x:]
Żelazko, żelazko
elektryczne i złowrogie!
ach, po cóż spodnie prasowałam nim?
Ach, ach, żelazko, żelazko,
ja cię rozbiję o podłogę.
Chłop był jak ogień,
lecz w spodniach rozwiał się,
rozwiał, rozwiał się jak dym.